Płacz nad zwycięstwem

Po pierwszej serii policzyłem szybko: Freund traci do podium jakieś osiem punktów, teoretycznie do odrobienia jeśli uda mu się „odpalić” na progu. W drugiej myśli policzyłem, że za zajmowane wówczas siódme miejsce dostanie 36 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata, 64 mniej od zwycięzcy. Prevc tracił do Freunda w klasyfikacji Pucharu 44 punkty, gdyby więc skończył zawody na drugim miejscu (za 80 pkt), to byliby na równo punktami…

W drugiej serii Freund nie błysnął, po swoim skoku przegrywał z Hayboeckiem. Za chwilę jednak pozycję oddał mu Schlierenzauer i Niemiec mógł liczyć na co najmniej siódme miejsce na koniec dnia. Zostawało mu czekać na to, jak będą skakać następni. Fenomenalnie – najdalej dziś – poleciał Tepes i objął prowadzenie, Stoch trafił na podmuch w plecy i spadł z podium. Prevc miał wszystko w swoich rękach (nogach raczej)…

To po prostu niesamowita scena: słoweńska widownia powinna szaleć ze szczęścia widząc swoich skoczków na dwóch najwyższych stopniach podium. Tyle że kolejność była 1. Tepes, 2. Prevc, 7. Freund, i przy równej (!) liczbie punktów w klasyfikacji Pucharu Świata to Niemcy szaleli z radości, bo w takiej sytuacji decydowała liczba zwycięstw w sezonie. Pamiętam jak Janda z Ahonenem współwygrywali Turniej Czterech Skoczni, pamiętam jak Niemcy w Salt Lake City wygrali drużynówkę z Finami o 0,1 pkt, ale takiej sytuacji nie pamiętam – i cieszę się, że to oglądałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s