Żorski Mordor

I znów zniosło mnie na Żory. Nie, nie jestem jakiś fanem tego potencjalnie sympatycznego miasteczka, ale całkiem lubię drogę Pszczyna-Żory, odkąd ją niedawno wyremontowano, i mimo że jednopasmówka wiodąca nieraz przez wsie, to jedzie się nią dobrze (jak się nie trafi na zawalidrogę). Namyślałem się po drodze, czy skorzystać z przebudowanej drogi w Tychach, ale uznałem ostatecznie, że trafię na godziny szczytu (co nie będzie przyjemne) i skręciłem w kierunku zachodzącego słońca. 

Jechało się płynnie (i byłem z tego zadowolony). Jednym z powodów, dla którego lubię tę drogę jesienią, jest las na całkiem sporym odcinku. Niestety, tam, gdzie ledwie tydzień temu jechałem jak urzeczony zwalniając ile się dało, dziś zostały głównie gołe gałęzie, gdzieniegdzie tylko upstrzone jeszcze kolorowymi liśćmi (i z tego nie byłem już zadowolony). Cóż, jesień ma swoje prawa…

Jechałem tak sobie, aż dopadła mnie nieprzyjemna zmiana. Spokojny wiejski krajobraz (nie sielski, bo to jednak współczesna wieś) został nagle zdominowany przez ponury komin prawie zasłaniający zachodzące słonce, a na horyzoncie zaczęły wypełzać rozmyte, acz paskudne kontury monstrualnych bloczysk. Nad przydrożnymi stawikami snuły się opary wydzielające się kominami z załadowanych byle czym pieców węglowych (jakże posępnie brzmiało wtedy lecące akurat w radio Smoke on the water).

Co za Mordor, pomyślałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s