Punkty, punkty rozdaję…

Poświęciłem leniwie dzisiejszy poranek na zamawianie podręczników dla Juniora. Nie/stety nie jestem w fazie z rządowymi projektami, w związku z czym za wszystkie podręczniki muszę płacić, skierowałem więc kroki swej myszki* do księgarni internetowej i zacząłem pracowicie wybierać (jak już sobie potworzyłem legendę, to mogę uczciwie przyznać, że wybierałem po prostu pozycje z listy przesłanej mi przez Małżonkę, ceny się zgadzały).

Nasunęła mi się przy tym myśl, że obecna sytuacja „w podręcznikach” jest zwyczajnie chora – rozumiem: wybór, rozumiem: konkurencja poprawia sytuację (to tak na marginesie banał i to mocno fałszywy, rozważam poświęcenie notki kwestii marnotrawstwa powodowanego konkurencją), ale nie widzę zbytnio sensu w sytuacji, kiedy dla jednej klasy jest n konkurujących pakietów podręczników o tej samej zawartości merytorycznej. Ba! nawet wydawnictwo produkujące (bo to chyba właściwe słowo) pakiet nakazany przez wychowawczynię Juniora produkuje dwa różne zestawy podręczników dla tej samej klasy…

Snując takie myśli dotarłem do końca procesu zamawiania, potwierdziłem dane osobowe. Formularz poinformował mnie wówczas, że moje zamówienie oznacza uzyskanie około sześć koma pół punktu (cokolwiek to znaczy, bo nie zamierzałem czytać regulaminu), które mogę (wnioskując z innego punktu formularza) zachować na przyszłe zakupy (które robię tam raz do roku póki co) albo przekazać jakiejś bibliotece. Ta ostatnia możliwość natychmiast mi się spodobała i wszedłem w listę bibliotek. Ku swojemu zaskoczeniu (i niezadowoleniu) spędziłem nad nią dużo czasu. Nie znalazłem bowiem żadnej zaprzyjaźnionej biblioteki (ani ze znanej sobie szkoły, ani żadnej publicznej okolicznej), nie znalazłem też biblioteki z żadnej miejscowości, z którą czułbym się jakoś mocniej emocjonalnie związany. Były na liście biblioteki przeróżne – szkolne, publiczne, jak też i biblioteka jakiejś szkoły polskiej/polonijnej w Anglii oraz biblioteka przy ambasadzie w Chorwacji (tam specjalnie zaglądałem, bo byłem ciekaw czy to literówka w nazwie Zabrzeg, czy jednak naprawdę Zagrzeb). Pomyślałem sobie, że takich bibliotek, które naprawdę mogłyby wsparcia potrzebować (znacznie chętniej wsparłbym punktami jakiś punkt biblioteczny w Kazachstanie czy innym odległym miejscu przebywania Polonii), to na tej liście nie wygrzebię. Ostatecznie obdarowałem jakąś szkolną bibliotekę w górach, bo… czemu nie.

Urlop się kończy, wracam pomału do życia, kierat od jutra. Notki różne są w planach, ale na razie pewna taka leniwość jeszcze ma nade mną władzę.

*cokolwiek sobie pomyśleliście, tak naprawdę to touchpad aka gładzik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s