Święto Pracy

Ach, Święto Pracy. Pochody, sztandary (kiedyś), grille, wycieczki, początek długiego weekendu (dziś). Nie miałem żadnych wielkich planów, ot, odrobina relaksu, trochę zaległych prac wokół domu, może coś pomalować…

Kończąc leniwą poranną kawę z dezaprobatą spojrzałem w kierunku żółwiego akwarium. Nie wyglądąło na szczególnie brudne, ale czuć było charakterystyczny „wodny zapach”, postanowiłem więc z okazji święta wyjątkowo solidnie wyszorować mu lokum. Szorowanie okazało się na tyle solidne, że – jakby to ująć – wyczyściłem jedną ze spoin z fragmentu izolacji. Zorientowałem się wlewając trzecie wiadro wody… na szczęście wypływała powoli i udało się uniknąć zalania otoczenia (to co wypłynęło samo, zebrała jedna szmata). Oznaczało to jednak konieczność bardzo starannego osuszenia akwarium, a potem wygrzebania w szpejach reszty starego (po upływie terminu przydatności do spożycia) silikonu sanitarnego, w pewnej części w formie wciąż jeszcze plastycznej. Gdzieś w toku tych prac uświadomiłem sobie nagle, że ten wodny zapach nie ustał i nie ma związku z akwarium…

A potem się potoczyło. Odnalazłem w kaloryferze niewielką dziurkę, która własnie radośnie zaczęła tryskać (na szczęście w przestrzeni wewnętrznej, więc jedynie pod kaloryferem robiło się mokro). Jako że woda napotykająca na otwór czyli szczelinę wypływa (a mam wspólny piec do CO i grzania wody), musiałem podjąć dalsze czynności. Desperackie telefony do kolejnych całodobowych hydraulików kończyły się zwykle tak samo – „panie, skąd ja panu w Święto części wezmę?”.. I tak oto smutno pogodziłem się z myślą, że jedyne co mi zostaje, to odciąć ciepłą wodę (lub ścierać, ścierać, ścierać bez ustanku), trochę wody zawsze można zagrzać metodami XIX-wiecznymi.

Zaraz po ustaniu Święta, bladym świtem byłem już w najbliższym sklepie z akcesoriami hydraulicznymi i stosownie zaopatrzony, przystąpiłem do improwizowania rozwiązania, które pozwoliło na przywrócenie dostępu do ciepłej wody (z dobrym skutkiem, nie chwaląc się – a co tam, chwaląc się jak najbardziej). Potem przyszła pora na załatwienie problemu globalnego – poszukiwanie odpowiedniego grzejnika z osprzętem, dokupywanie brakujących drobiazgów, łącznie tego dnia doliczyłem się siedmiu wizyt w sklepach (bo jeden – ten najbliższy – nie zawsze wystarczał); najbardziej irytujący był powód ostatniej wizyty, kiedy to po precyzyjnym umieszczeniu czterdziestokilowego grzejnika na ścianie, już-już miałem dokonać ostatniego aktu połączenia i ze zgrozą zobaczyłem, że między jedną a drugą rurką jest centymetrowy prześwit, który na pewno nie pozwoli na sprawne funkcjonowanie instalacji.. (a ileż było dobierania wtedy części i rozważania, co zadziała jak należy). W końcu gdzieś około godziny siedemnastej z haczykiem próba szczelności przyniosła wynik pozytywny, nie ma jak uroczy słoneczny długi weekend.

Siedzę teraz na kanapie, na zewnątrz plus cztery. Obok mnie ciepły kaloryfer, ten kaloryfer. To dziś Święto Pracy, mojej pracy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s