Ratując poezję Facebooka

Jedną z nieprzyjaznych cech Facebooka (tak, Tego Zła) jest trudność w wyszukiwaniu czegokolwiek, co zostało na nim zapisane kiedykolwiek i przez kogokolwiek (także przez siebie samego), zwłaszcza jeżeli ktoś udziela się tam aktywnie (jakiekolwiek wnioski są oczywiście nieuprawnione). A że w toku rozmaitych rozmów przy odpowiedniej inspiracji powstają czasem okolicznościowe wierszyki, o których się potem mniej lub bardziej mgliście pamięta (napisałem taki wierszyk…/napisałem wierszyk mniej więcej o tym…/napisałem chyba kiedyś wierszyk na taki temat…), to aż żal człowieka bierze na myśl, że ich nie zapisał w sposób bardziej przyjazny. Ostatnio tak się złożyło właśnie że takie niegdysiejsze wierszyki zostały wspomniane, a że okoliczności towarzyszące były mocno motywujące, to udało mi się przez te fejsowe czeluście przegrzebać i wygrzebać parę dzięki-temu-już-nie-całkiem zapomnianych limeryków

Zacznę więc od paru dedykowanych pewnej znajomej blogerce (oczywiście jakiekolwiek podobieństwo jest zupełnie przypadkowe, a nawet bardziej).

Pewna biolog ze Szczecinka
(Choć na imię nie ma Inka)
Domaga się kawy
Od porannej odprawy
By za krętka się wziąć i przecinka.

W powiatowej stacji S-E
Młody się pojawił treser;
Poskromić chciał rudą,
Lecz że łydkę miał chudą,
Smutny pchły począł szkolić w Varese.

W Szczecinku pewna Stępień
po fejsbukowym występie
dżin z tonikiem
sączy z królikiem
o młodszej myśląc klępie.

Znalazł się też limeryk poświęcony, hmm, szczelinowaniu gazów łupkowych.

Pewien głupek z okolic Chałupek 
amatorem bitumicznych był łupek.
Gdy wpuścił w szczelinę 
wodę (chociaż z płynem) 
to gaz mu wypłynął do stópek.

Początek powyższego należy do kogoś innego, a do kogo – to wie (być może) osoba, która zainspirowała limeryk poniższy:

Pewien kwiczoł z Piaseczna,
Postać nad wyraz serdeczna,
Nie wyszedł do gości
Ze swej strachliwości
Choć brać była bardzo waleczna.

Bohaterem ostatnich dziś zanotowanych utworów jest zaś pewien znany Szwedzki Zwierzak, znany z tego, że obżarł się w sadzie jabłek tak bardzo, że popadł w stan upojenia alkoholowego i… wlazł na jabłonkę (kto nie wierzy niech zapyta wujka G)

Gdzieś na pięknym Barbadosie
Łoś wychylił drinków osiem
I wejść na jabłonkę
Chciał – lecz z rannym słonkiem
Na zwykłym się ocknął kokosie.

Gdzieś na pięknym Barbadosie 
Łoś powiedział z ulgą w głosie
„Ze Szwecji uciekłem
Gdzie jabłonki wściekłe
Wciąż opowiadały mi o calvadosie”.

Skąd u szwedzkiego łosia ten Barbados, nie pytajcie, w końcu ten łoś był pijany.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s