Być jak Hiszpanie?

Dzisiejszy (wciąż jeszcze, gdy piszę te słowa) mecz z San Marino dał okazję do wielu drwin, ale i do paru obserwacji. Analizami, szczegółami, niech się zajmą wykwalifikowani fachowcy, ja rozmyślam nad jakże ważną pozycją napastnika. Pechowym (?) zbiegiem okoliczności okazało się, że wszyscy trzej napastnicy powołani do reprezentacji – i ten jedyny, i ci dwaj rezerwowi – udali się na chorobowe (w futbolu winno się chyba mówić „kontuzjowe”), zastępców brano niemalże z łapanki. Paweł Brożek wyraźnie zaznaczył swój udział, psując każdą sytuację strzelecką, do jakiej doszedł, tak, pamiętam, że formalnie zaliczono mu też asystę przy golu Soboty. Wchodzący za Brożka znany jedynie koneserom ekstraklasy Marcin Robak… gdyby nie żółta kartka za faul, można byłoby mieć wątpliwości, czy w ogóle był na boisku.

A przecież strzeliliśmy sympatycznym kelnerom czy księgowym z włoskiego wzgórza aż pięć goli, nie uciekając się zasadniczo do stałych fragmentów gry. Co więcej, jak spojrzymy na naszego klasowego napastnika. to strzelił w tym roku w kadrze trzy gole – dwa z karnych, trzeciego wykorzystując nieudane podanie obrońców. Gola strzelonego po akcji zespołowej, podaniu do środkowego (czy to prostopadłym, czy wrzutką z mocarnych ponoć skrzydeł) nie uświadczyliśmy. Nasuwa się więc palące pytanie – po co nam napastnik, skoro i tak (zwalmy to na obowiązujące trendy taktyczne) biega osamotniony?

Dopiero co podobny problem rozważałem w przypadku reprezentacji Niemiec, choć tam punktem wyjścia byo bogactwo drugiej linii bardziej niż mizeria w pierwszej. Oczywiście, absurdem byłoby dla zasady rezygnować z Lewandowskiego, ale wciąż mam wrażenie, że ustawiany wiecznie w ten sam sposób, staje się naszą słabością, a nie siłą – a przecież końcowe minuty meczu z Czarnogórą przypomniały, jak groźny potrafi być, kiedy ruszy z akcją ze skrzydła. Sam nieraz błagałem w duchu, żeby dać szansę jego boiskowej inteligencji i pozwolić mu zagrać tuż za napastnikiem, żeby miał szansę i wyjść zza pleców, i uwolnić się od obrońców, i genialnie podać do przodu (eh, jak on się z Sobotą rozumiał przeciwko Czarnogórze!). Jedynym problemem zostawałoby może, kto ma zagrać przed nim, ale wariant z ruchliwymi Błaszczykowskim, Zielińskim, Wszołkiem zmieniającymi się na pozycji wysuniętego napastnika mógłby być ciekawy (przecież i Mierzejewski strzelając gola zagrał jak rasowy napastnik), zawsze mógłby tam biegać i nominalny napastnik, czymże dziwnym jest gra na dwóch napastników, a już na pewno – czymże mniej dziwnym, niż gra bez nominalnego napastnika?

Notka jest kopią notki ze śląsk.sport.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s