Setne kółko

Trwa setna edycja Tour de France (co oczywiście nie oznacza, że sto lat temu odbyła się pierwsza, te wyliczanki biegną równolegle, dzięki czemu organizatorzy zyskują marketingowo). Jubileuszowa, więc pewnie i imprezy okolicznościowe bardziej rozbuchane, kiedy się patrzy na to co dzieje się wzdłuż francuskich dróg… trudno powiedzieć, Francuzi zawsze są niesamowicie kreatywni (przynajmniej przypominając sobie te edycje, które zdarzało mi się podglądać).

Jubileuszowa edycja aż się prosi o rywalizację o godną rywalizację o zwycięstwo. Cóż, kiedy już po pierwszym etapie górskim faworyt numer 1 ze swoją ekipą pokazał taką siłę, że wydawało się, że już po wszystkim (nawet miałem napisać, że to będzie nudny Tour). Następnego dnia już jednak okazało się, że jego drużyna nie jest aż tak silna jak się wydawało (może się przeforsowali?), i wszystko zaczęło się na nowo kotłować. Lider pokazał wprawdzie siłę w czasówce, ale z tyłu głowy wszyscy mają zakarbowane, że do Paryża daleko i wszystko się zdarzyć może, w końcu już dwóch wiceliderów znienacka poniosło na etapach ciężkie straty i przestało się liczyć. Zwłaszcza frapujący był etap, z pozoru płaski i przeznaczony dla sprinterów, kiedy peleton został po prostu poszarpany przez wiatr, jak na Tour de Pologne. 

Fascynujący jest przy tym skład pierwszej dziesiątki – dwóch Hiszpanów może i nie zaskakuje, dwóch Holendrów już bardziej. Do tego Anglik (z Kenii), Czech, Duńczyk, jeden broniący honoru narodowego Francuz, Kolumbijczyk – no i Polak, ale o tym przecież wszyscy wiedzą. Tuż za ich plecami Irlandczyk, Amerykanin, dwóch Australijczyków, Luksemburczyk, Belg… Piękne przemieszanie

Dziś królewski etap na Ventoux. Różnice w ścisłej czołówce na razie niewielkie, po dzisiejszym etapie możliwe jest wszystko: że Froome pokaże znów siłę i będzie mieć przewagę taką, że tylko WADA mogłaby go powstrzymać, że zmieni się lider, że hierarchia się mniej więcej utrzyma… A jeśli nie wszystko będzie rozstrzygnięte, to Contador pokazał w ostatniej Vuelcie, że wygrywać wyścig można nie tylko w tych najwyższych górach

Nie będę w stanie śledzić wyścigu do samego końca, podczas urlopu na pewno nie będę wpatrywać się w telewizor, poczytam może potem jedynie relacje. Niech jednak wyścig okaże się godny setnej edycji, i rozstrzygnie tak późno, jak tylko to możliwe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s