R.E.M. Top10 z gwiazdką

Z gwiazdką, czyli sami wiecie. Wszystko* w tej notce będzie oszukane względem tytułu: ani nie będzie to 10 utworów, ani nie będą to najlepsze utwory, ani nawet najbardziej ulubione utwory. Będzie to taki wybór fajnych kawałków, które lubię (pierwsza cecha wspólna) i które nie pochodzą z najlepszej płyty ever (przynajmniej R.E.M.) – to drugie oczywiście oznacza, że nie będzie też Najpiękniejszego Kawałka Świata (już kiedyś wspomniałem chyba jakiego, a kiedyś i tak zrobię o nim notkę). 

Zaczniemy od czegoś depresyjnego (a potem będzie lepiej). Z R.E.M. poznaliśmy się (jak w przypadku większości) przy okazji Losing My Religion, kiedy w domu pozyskałem antenę satelitarną i dostęp do MTV. Kasetę (nie, nie płytę, droga młodzieży, kasetę) Out of Time dopadłem później i… trochę byłem rozczarowany. Zapadł mi jednak wtedy w pamięć ten utwór (nie, nie ubierałem się na czarno w bólu egzystencjalnym, po prostu działał). 

Później była historia pewnego rozczarowania – po Genialnej Płycie przyszła pora na płytę, która wydała mi się zbyt ciężka i agresywna. Niemniej jednak What’s the Frequency, Kenneth, mi się spodobało (może dlatego że spod gitar coś wyzierało). Potem było kilka Różnych Płyt, które również albo miały w sobie jakiś naprawdę zapadający w ucho kawałek, albo.. nie miały, o niektórych już nawet kiedyś przynudziłem, o tutaj, i miałem właściwie sto procent pewności, że o tym też – ale szukając na wszystkie sposoby nie znalazłem, najwyraźniej zgubiłem notkę (albo mam początki demencji czy halucynacji). Ostatnie utwory, jakie mocniej zapadły mi w pamięć przy przesłuchiwaniu nowych płyt, pochodziły z roku pańskiego 2004, czyli Leaving New York (wyjątkowo w wersji koncertowej, bo tylko taką mieli na oficjalnym kanale na YT) oraz zaskakujące The Outsiders (jeśli komuś smęci za bardzo to trudno, jeszcze się odmieni, zawsze można puścić choćby to). 

Notka jest spod ciemnej gwiazdki, więc należy przynajmniej trochę złamać wymienioną we wstępie zasadę, że nie będzie utworów z Najlepszej Płyty (którą mógłbym puszczać w całości lub losowo). Tylko trochę, bo.. z kasety, i miałem na niej tego utworu tylko trochę, parę dźwięków dosłownie, jakoś tak dziwnie zostało nagrane; na płycie już tego nie było, zachodziłem długo w głowę, co to właściwie było, w końcu dzięki internetom znalazłem, że to utwór zamieszczony na singlu (na stronie B) jednej z piosenek Najlepszej Płyty. Na dobranoc dziś: Lion Sleeps Tonight.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s