Po spowiedzi

Wyznania Lance’a Armstronga przed Oprah Winfrey przyjąłem zupełnie spokojnie, jego winę od dawna uważam za udowodnioną, zresztą już o tym pisałem. Jedyne, czego szukałem w tym wywiadzie, to odniesienia się do innych ludzi, takich jak koledzy z zespołu czy osoby, z którymi Teksańczyk zaciekle walczył słownie i prawnie – w tym zakresie wiele się nie dowiedzieliśmy, a raczej mówi się, że tu wyznanie jest niekompletne lub wręcz nieszczere. 

Zastanawia mnie w tej chwili nie tyle ani to, co Armstrong zrobił, ani to, co z nim dalej będzie (ja bym mu pozwolił się bawić w triathlon, to już bez znaczenia), ile postawa tych, którzy go bronili. Spodziewam się zresztą, że niektórzy będą bronić dalej: usprawiedliwiać branie testosteronu usunięciem jądra („wyrównywanie szans”), powtarzać za nim opowieści o tym, że robił to co wszyscy, czy że bez dopingu i tak by wygrywał, bo był wielki. Pozostawiam fanów z ich problemem, bo o nich mniej mi chodzi. 

Wciąż bardziej zastanawia mnie postawa zawodników. Rozumiem, że wychowali się w szacunku dla „Wielkiego Mistrza”, że na nim się wzorowali, że wierzą, że nawet w towarzystwie dopingowiczów był po prostu najlepszy. Nie umiem się jednak oprzeć myśli, że robią tak dlatego, że brali równo z nim lub braliby bez namysłu, żeby próbować z nim rywalizować. Co gorsza, nie umiem się oprzeć myśli, że są gotowi brać dalej. 

Ale tego się ze spowiedzi Armstronga nie dowiemy na pewno. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s