Wyroki Plichty lub Stefańskiego

Jak to zwykle w medialnych sprawach, wszyscy dostali werbalnego rozwolnienia i opowiadają bzdury od lewej do prawej (pomijam tu tych, którzy gorączkowo sprawdzają czy i dlaczego ktoś może im się do sempiterny dobrać). Postanowiłem więc – częściowo dla zaspokojenia własnej ciekawości, częściowo w imię zasad – uporządkować co wiemy o szefie Amber Goldów przed Amber Goldami, z prawnego punktu widzenia. 

Wiadomo, że skazywany był siedmiokrotnie, dla lepszego zobrazowania pożyczę sobie od redaktora Samcika dość przejrzystą tabelkę:
wyroki Plichty Amber Gold Maciej Samcik
Przyjrzyjmy się, na ile układa się to w całość. Mamy więc na początek samotny wyrok za incydentalne podrobienie zaświadczenia o zarobkach (dla klienta), dokonane prawdopodobnie w latach 2003-04 (nie znalazłem szczegółów, ale nie będę się przed nimi bronił). Potem mamy trzy mniejsze lub większe wyroki za Multikasę, potraktowaną jako wypadek przy pracy, a nie przestępczy od początku pomysł, czyli dotyczące działalności z okresu 2004-05. I wreszcie wyroki za wyłudzenia kredytów, dokonane „na słupa” w latach 2005-06. Dlaczego tak podkreślam te daty? Bo mają one kluczowe znaczenie dla zrozumienia, co działo się później. 

Zacznijmy teraz od stwierdzenia, które w świetle choćby wypowiedzi pewnego eksministra może się wydać dziwne: otóż Plichta nie jest recydywistą. Nie jest, bo recydywistą stać się może tylko ten, kto popełnia przestępstwo po odbyciu przynajmniej określonego czasu trwania kary, i musi zachodzić tzw. podobieństwo przestępstw. Jeżeli spojrzymy teraz na moment popełniania kolejnych przestępstw, to jedynie wyłudzenia ostatnich kredytów miały miejsce po wyroku (acz nie było to wykonywanie kary więzienia sensu stricto), aczkolwiek nie były to przestępstwa podobne (fałszerstwo, ew. przywłaszczenie versus wyłudzenie). Jest więc Plichta wielokrotnym przestępcą, ale nie recydywistą, przynajmniej na razie. 

Teraz wypada poruszyć kwestię, ile tych wyroków właściwie jest. Powyżej padła liczba siedem, bo tyle razy Plichta usłyszał „uznaje za winnego”, ale tu odzywa się nam instytucja zatarcia skazania. Zgodnie z kodeksem karnym, po określonym czasie skazanie ulega zatarciu, co oznacza fikcję, że nigdy go nie było (odzyskuje się „niekaralność”, o ile oczywiście nie ma się wyroków więcej). Co ważne, w przypadku zawieszenia kary pozbawienia wolności, zatarcie skazania następuje co do zasady po upływie sześciu miesięcy od zakończenia okresu zawieszenia (oczywiście jeśli w tym czasie nie wysłano skazanego do więzienia). W przypadku Plichty oznacza to, że już w 2009 roku „pozbył się” z kartoteki co najmniej dwóch wyroków, a do dziś co najmniej dwóch kolejnych (dwa mu na pewno pozostały, bo nie upłynął okres próby). 

Nie znamy szczegółowej treści wszystkich wyroków, więc nie wiemy, w których sądy nałożyły na Plichtę obowiązek naprawienia szkody. W wyroku wskazuje się wtedy termin do którego szkoda powinna być naprawiona, a jego niedotrzymanie może być podstawą zarządzenia wykonania kary pozbawienia wolności (choć w praktyce wystarcza, żeby obowiązek został spełniony, zanim sąd pochyli się nad sprawą). Nie znając terminów nie powinniśmy się wypowiadać, doniesienia są niejasne, ja ze swojej strony powiem tylko, że skoro Plichta (jak się ponoć deklarował) zarabiał 100 tys. miesięcznie i potrafił tyleż dać na kościół, to byłby niemądry, gdyby nie spłacił tych wyłudzonych kredytów (choćby dla uniknięcia wizji powrotu za kraty, znane mu z paru traumatycznych miesięcy w areszcie).

Przejdźmy wreszcie do kluczowego pytania: a czemu w zawieszeniu? Zacznę od przypomnienia rzeczy podstawowej: sądzi, orzeka, skazuje sąd (w rozumieniu konkretnego składu), a nie prezes, nadprezes, minister, kontroler, dziennikarz czy opinia publiczna. Kto chce sądzić, powinien był wybrać określoną ścieżkę kariery i wtedy mierzyć się ze sprawą na podstawie całości jej akt, i tyko na tej. Każdemu chętnemu proponuję na początek prosty test: niech oceni Plichtę nie jako przyszłego sprawcę przekrętu dekady (jak sądzę) tylko jako dość młodego chłopaka, który parę lat temu wyraźnie pobłądził, a w danym momencie gorliwie współpracuje, przyznaje się do winy i obiecuje wszystko naprawić (ja się zastanawiam, czy w tych sprawach o wyłudzenie kredytów Plichta ściemniał, że to na spłatę starych wyroków potrzebował, pieniądze na spłatę kredytów miał, tylko wykazywalnej zdolności kredytowej nie). Będziecie surowi (co z drugiej strony oznacza dla sądu uciążliwy proces) czy odpuścicie młodziakowi? A jak nie odpuścicie, to gdzie w przyszłości wyznaczycie granicę między zawieszaniem i niezawieszaniem, jak będzie się różnić wyrok skazujący za wyłudzenie 10 tys. od wyroku skazującego za zorganizowanie całego Amber Golda?

Dyskusyjną kwestią kuratorów zajmę się kiedy indziej, jak chociaż będę znał jakieś szczegóły, ale daleki jestem od zwalania wszystkiego na nich, nawet bardzo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s