Wypadek rajdowy

Był dla miłośników sportów samochodowych idolem w czasach, kiedy liczba samochodów na polskich drogach była co najmniej o rząd mniejsza niż dzisiaj (a rozmaitość o dwa rzędy). Praktycznie bez konkurencji w kraju, na arenę międzynarodową zaczynał dopiero wchodzić, dobijając się do tytułu wicemistrza Europy. Wszyscy się spodziewali, że w kolejnym sezonie sięgnie już nawet po mistrzostwo, oczyma wyobraźni widzieliśmy go pukającego do wrót rajdowych mistrzostw świata.

W Zimowym Rajdzie Dolnośląskim, który wygrywał przedtem siedmiokrotnie, wypadł na zakręcie, praktycznie owijając samochód wokół jedynego rosnącego w tym miejscu drzewa. Nie udało się go uratować.

Kiedy wsłuchiwaliśmy się wczoraj w wiadomości z włoskiego szpitala, jedno wiedzieliśmy na pewno: Robert Kubica miał więcej szczęścia niż Marian Bublewicz, że ten najczarniejszy scenariusz sprzed 18 lat się nie powtórzy. I to wystarczało, żeby zachować w sercu optymizm.

 

marian bublewicz na trasie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s