Mlecz fajna rzecz…

Lubię patrzeć, jak mlecze porosną jakiś kawałek trawy, i wiosenną porą tworzą żółte łany, szczególnie jeżeli taki kobierzec pojawia się wzdłuż drogi (a wiele jest takich miejsc). Tak się radośnie, kolorowo robi. Oczy wołają „więcej, więcej!” – ale też oczywiście jest wyjątek.

Tak od zeszłego roku staram się, żeby mlecze, jeśli już mają się plenić (a powstały z żółtego łana mleczy biały łan dmuchawców robi to z zastraszającą łatwością), to niech czynią to poza moim ogródkiem (oj bywało w nim żółciutko, bywało). W zeszłym sezonie prowadziłem z nimi dyskusję przy użyciu jakiegoś środka chemicznego, który miał powodować przymieranie na etapie wczesnego rozkwitania, ale chemia ma to do siebie, że może zaszkodzić wszystkim dokoła – a nie po to mam ogródek, żeby dziecko i pies przy ładnej pogodzie oglądali go tylko przez okno. W tym roku przyjęliśmy więc podejście bardziej tradycyjne – mechaniczne: z jednej strony usuwamy po prostu kwiatki, z drugiej staramy się pomału usuwać mlecze wraz z liścmi i korzeniami.

Jak ktoś nie umie sobie wyobrazić, czym była stugłowa hydra, niech pochyli się nad takim zagonem mleczy. Ledwo się powyszarpuje z ziemi wszystkie pędy z jednego korzenia (który notabene z radością urywa się tuż pod ziemią, zostawiając sobie sporo zapasu w głębi), zaraz dostrzega się, jak z sąsiednich kępek na to samo miejsce rozprostowują się inne pędy. Człwiek zaczyna się czuć trochę jako ten Syzyf.

Tak naprawdę to najlepszym sposobem byłaby wymiana calej ziemi i stworzenie trawnika od podstaw, ale na razie nam do tej decyzji daleko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s